Co Z Tą Odrą?

2019-02-26
Od lat mówi się, że za wzrost zachorowań odpowiadają uchylający się od szczepień rodzice. Rzeczywiście zeszły rok przyniósł rekordową liczbę zachorowań na odrę oraz rekordową liczbę uchylających się. Trudno nie łączyć tych dwóch faktów. Okazuje się jednak, że ich połączenie to jedynie koincydencja. I potwierdza to Główny Inspektor Sanitarny Jarosław Pinkas. Potwierdzają to terenowe oddziały Inspekcji Sanitarnej. Potwierdzają to doniesienia prasowe. Dopiero teraz, kiedy liczba zachorowań na odrę gwałtownie wzrosła, widać jak na dłoni, że padliśmy ofiarą propagandy.

Cała odra, która jest w Polsce, to nie jest odra nasza - zapewniał nas miesiąc temu dr hab. Jarosław Pinkas, Główny Inspektor Sanitarny. I wcale nie jest to nowa sytuacja. Tak było już 3 lata temu.

Wyższa liczba zachorowań wskazuje na zawlekanie choroby i występowanie ogniska/ognisk w populacji o niskim stopniu zaszczepienia. W naszym kraju, sytuacja odnosi się głównie do populacji romskiej i grup migrantów. Z perspektywy realizacji programu eliminacji odry, który zaplanowano na 2020 r., obecna sytuacja epidemiologiczna odry jest korzystna, a cel eliminacji choroby jest możliwy do osiągnięcia. Sprzyja temu fakt nie występowania zachorowań rodzimych na odrę, natomiast jedynymi zachorowaniami są przypadki importowane i powiązane z importowanymi.

Gdzie w tym wszystkim miejsce dla nieznanej liczby niezaszczepionych dzieci rozrzuconych po całej Polsce? Dlaczego nieznanej? Bo nie zna jej nawet NIZP-PZH, organ, który rokrocznie sporządza raporty na temat stanu zaszczepienia populacji.
Rysunek 1
źródło: www.facebook.com/szczepienie.info
Jeśli nieszczepione dzieci nie stanowią źródła zachorowań i nie stanowią środowiska, w którym wirus się rozprzestrzenia, to dlaczego przedstawia się je jako przyczynę problemu?

Wiadomo już przecież, że za zeszłoroczny i tegoroczny wzrost zachorowań na odrę odpowiada epidemia tej choroby u naszego wschodniego sąsiada. Wspólnym mianownikiem wybuchających ognisk są właśnie obywatele Ukrainy, którzy w ostatnim czasie przebywali w swoim kraju. Jednak zidentyfikowanie problemu nie jest równoznaczne z rozwiązaniem problemu. Okazuje się bowiem, że nasze władze dyplomatycznie zrezygnowały z powzięcia jakichkolwiek działań mających na celu uchronienie nas przed napływem wirusa zza granicy, albowiem wszelkie rozwiązania prawne dyskryminowałyby cudzoziemców względem polskich dorosłych obywateli, którzy przecież szczepić się nie muszą.

Cóż, jeśli nie możemy nic poradzić na źródło wirusa, to może powinniśmy zadbać o środowisko, aby wirus nie mógł się rozprzestrzeniać? Na szczęście Inspekcja Sanitarna szczodrze dzieli się informacjami o ostatnich zachorowaniach.

W okresie od 18 do 31 stycznia do Państwowych Powiatowych Inspektorów Sanitarnych na terenie województwa mazowieckiego zgłoszono 35 nowych przypadków zachorowań lub podejrzeń zachorowań na odrę, w tym 4 w powiecie grójeckim. Osoby, które zachorowały w tym okresie, to dorośli w wieku od 19 do 61 lat (27 osób) i dzieci w wieku od 2 miesięcy do 9 lat (8 osób). Wśród zgłoszonych chorych - 15 osób było hospitalizowanych, 16 - nie było szczepionych przeciwko odrze.

Co ciekawe, najwięcej osób, które zachorowały na odrę w tym roku, to ludzie w wieku 30-39 lat (grupa ta stanowiła 26,7 proc. wszystkich chorujących na odrę). Wśród osób zarażonych odrą znajdowały się osoby zaszczepione, w tym 42 osoby, które przyjęły jedną dawkę szczepionki oraz cztery osoby zaszczepione dwoma dawkami.

Dziwnym trafem wśród chorujących przeważają jednak dorośli, częstokroć zaszczepieni tylko jedną dawką. Czy może szczególnie narażone na zachorowanie są jakieś konkretne np. grupy zawodowe?

Szpital MSWiA przy ulicy Jagiellońskiej w Szczecinie ogranicza przyjęcia. Zamknięta jest rejestracja nowych pacjentów w Izbie Przyjęć. Nosicielem wirusa odry była pochodząca z Ukrainy salowa - dowiedziało się Radio Szczecin.

Odnotowano 7 przypadków zachorowań na odrę wśród personelu szpitala.


11 chorujących to personel szczecińskiego szpitala MSWiA. W przypadku tej placówki sanepid mówi o ognisku odry. Od środy placówka nie przyjmuje chorych, obowiązuje też zakaz odwiedzin. Objawy choroby ma również jeden pracownik innego szczecińskiego szpitala - w Zdrojach.

Od 16 listopada do 11 stycznia do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Przemyślu wpłynęły 43 zgłoszenia zachorowań na odrę.

- Wśród chorych były osoby dorosłe w wieku od 26 do 52 roku życia, głównie osoby nie zaszczepione lub zaszczepione tylko jedną dawką, u 8 osób chorych stwierdzono zaszczepienie dwiema dawkami. To osoby bezrobotne, personel medyczny, handlowcy, osoby prowadzące własną działalność gospodarczą, osoby pracujące w branży usługowej, pracownicy administracyjni - mówi w rozmowie z portalem nowiny24.pl Barbara Honicka, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Przemyślu.


Według informacji otrzymanych od wicewojewody osoby podejrzane o zarażenie wirusem odry to pielęgniarka szpitala MSWiA, ratownik medyczny z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego, lekarz onkolog i lekarz internista, który dyżurował na oddziale zakaźnym.

Od początku roku już 22 osoby z podejrzeniem odry odnotował opolski sanepid. Wśród nich było pięciu medyków. W opolskich szpitalach ruszyły szczepienia poekspozycyjne personelu.

[...]

Wśród leczonych jest też pracownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Opolu.

Do tej pory odnotowano zachorowania pięciu osób z personelu medycznego czterech opolskich szpitali - MSWiA, Szpitala Wojewódzkiego, USK oraz szpitala onkologicznego.

Nie ma powodów do paniki. Lekarze to też ludzie. Kiedy stykają się, np. na SOR-ze z chorymi, też mogą zachorować - mówi dr Wiesława Błudzin, ordynator oddziału zakaźnego Szpitala Wojewódzkiego w Opolu. - Nie wszyscy medycy z objawami odry byli hospitalizowani.


Trudno oprzeć się wrażeniu, że bardzo podatną na zachorowania na odrę grupą są pracownicy medyczni. Ludzie dorośli, którzy przeważnie szczepieni byli tylko jedną dawką lub w ogóle (!). Dlaczego jest to tak istotne, aby pracownicy medyczni byli uodpornieni przeciw odrze?

Przede wszystkim to właśnie lekarze i pielęgniarki walczą na pierwszej linii frontu, a więc mają bezpośredni kontakt z pacjentami chorymi na odrę; także z tymi, którzy są izolowani na oddziałach chorób zakaźnych. Jeśli wziąć pod uwagę, że odrą jest się niezwykle łatwo zarazić, jasnym staje się, dlaczego personel medyczny musi być odporny. Wirus odry jest nietrwały - ginie w ciągu 2 godzin, chyba że zostanie wyniesiony nie NA lekarzu, ale W lekarzu. Taki lekarz, który nie został uprzednio skutecznie (tj. z wytworzeniem odporności) zaszczepiony dwiema dawkami, będzie zarażał osoby z otoczenia już na 4 dni przed pojawieniem się wysypki, częstokroć nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego, na co jest chory.

Pół biedy, jeśli tymi osobami z otoczenia będą zdrowi zaszczepieni przechodnie - im takie spotkanie zapewne nie zaszkodzi. Ale praca lekarza polega przecież właśnie na kontaktach z chorymi, a człowiek chory może nie poradzić sobie z infekcją, nawet jeśli był szczepiony. Lekarze przyjmują mniej lub bardziej chorych pacjentów (np. dzieci leczone kolejnym już antybiotykiem w ciągu ostatnich tygodni), ale przede wszystkim pracują w szpitalach. Na patologii ciąży, na oddziałach położniczych, noworodkowych, onkologicznych, na transplantologii, na OIOM'ie, są anestezjologami, chirurgami, ratownikami. W tych samych miejscach pracują pielęgniarki; wykonują również szczepienia dzieci zdrowych (zdrowych w momencie wejścia do gabinetu, ale kontaktujących się z nieuodpornioną pielęgniarką).

Można więc powiedzieć, że lekarze i pielęgniarki nie tylko walczą na pierwszej linii frontu, ale stanowią też pierwszą barierę odporności zbiorowiskowej, tworzą swego rodzaju kordon sanitarny wokół chorych.

Jeśli personel medyczny nie jest uodporniony i bierze czynny udział w roznoszeniu odry, to stoimy na z góry przegranej pozycji. Jeśli nawet wszystkie dzieci do 19 roku życia będą 100% zaszczepione, i tak nie odetnie to wirusowi licznych dróg szerzenia się. I właśnie jesteśmy świadkami takiej sytuacji. Przy wzmożonym napływie chorych z Ukrainy nasz system opieki okazuje się niewydolny i wręcz niebezpieczny - chorują pracownicy medyczni, chorują ludzie dorośli, chorują zaszczepieni jedną dawką.

Jeśli skupiamy się na wytworzeniu odporności populacyjnej w celu chronienia tych, którzy nie mogą być szczepieni z powodów medycznych, a o nich mówi się najczęściej, to musimy zadbać w pierwszej kolejności właśnie o personel medyczny, który stanowi ich najbliższe otoczenie. A nie dzieci uczęszczające do żłobków i przedszkoli, jak uparcie niektórzy twierdzą. Panowie ze Szczepimy, bo myślimy są jak widać teoretykami, natomiast praktyka pokazuje coś zupełnie innego. W sumie szkoda. Gdyby inicjatorzy, obaj niezwiązani przecież z medycyną, lepiej orientowali się w sytuacji epidemiologicznej Polski, być może dziś nie mielibyśmy już nowych ognisk. Projekt nakierowany na rzeczywisty problem miałby większe poparcie społeczne, nie byłoby tylu zgrzytów z Konstytucją i szybciej znalazłby się w Sejmie. Nieszczepione dzieci są, że się tak wyrażę, na końcu łańcucha epidemiologicznego.

Wyższa liczba zachorowań wskazuje na zawlekanie choroby i występowanie ogniska/ognisk w populacji o niskim stopniu zaszczepienia. W naszym kraju, sytuacja odnosi się głównie do populacji romskiej i grup migrantów. Tak było jeszcze w 2016 roku. Dziś populacją o niskim stopniu zaszczepienia okazuje się również służba zdrowia.

Zachorowania na odrę wśród personelu medycznego i w ogóle wśród dorosłych niosą ze sobą również inne skutki.
Po pierwsze osoby dorosłe są bardziej narażone na powikłania, dlatego powinny zostać zaszczepione zanim zetkną się z dzikim wirusem.
Po drugie chorzy przebywający w szpitalach, gdzie pojawiają się ogniska zachorowań wśród personelu medycznego, narażani są na szczepienia poekspozycyjne, a więc na konieczność przyjmowania szczepień, kiedy nie są w najlepszym stanie zdrowia. Nie mamy dostępnych pojedynczych szczepionek przeciw odrze, uodpornienie uzyskujemy dzięki MMR - szczepionce zawierającej aż 3 żywe wirusy. Podawanie ich w sytuacji choroby naraża pacjentów na dodatkowe powikłania.
Po trzecie szpital, w którym pojawiło się ognisko odry, musi zostać czasowo zamknięty. Nie przyjmuje nowych pacjentów, wypisywanie pacjentów już przebywających w szpitalu zostaje wstrzymane, niemożliwe jest odwiedzanie chorych.

Szczepienia poekspozycyjne zresztą, można powiedzieć, godzą też w pewien sposób w samą ideę szczepień. Wszak szczepienia stanowią profilaktykę przed zachorowaniem, mają zapobiegać chorobom, ograniczać ich rozprzestrzenianie się. Optymalnym rozwiązaniem jest więc okresowe badanie poziomu przeciwciał i doszczepianie się w razie potrzeby lub, w razie braku funduszy na badanie, po prostu rutynowe, cykliczne doszczepianie. Zawczasu.

Wszystko byłoby prostsze, gdybyśmy wiedzieli, jaki jest obecny stan uodpornienia służby zdrowia. Niestety okazuje się, że nikt tego nie wie. Takie dane nie są po prostu zbierane, żaden urząd tego nie monitoruje.
Rysunek 2
źródło: szczepienie.info
W reakcji na zachorowania w niektórych szpitalach przeprowadzane są akcje doszczepiania pracowników.

W związku z pojawiającymi się coraz częstszymi przypadkami osób zarażonych wirusem odry, w Szpitalu Miejskim im. Jana Garduły w Świnoujściu sp. z o.o. podjęto decyzję o szczepieniu ochronnym pracowników medycznych.

Zakupiono 220 sztuk szczepionek PRIORIX, którymi w 2 dawkach, w odstępach 4 tygodni, zaszczepionych zostanie 110 pracowników szpitala. Szczepieniu od czwartku 3.01.2019 r. poddają się lekarze, pielęgniarki, diagności, technicy i inne zawody medyczne lub osoby z personelu, mające kontakt z pacjentami. Załoga szpitala prezentując postawę “Szczepimy, bo chronimy siebie i innych” jasno wyraziła aprobatę dla szczepień ochronnych.


Od chwili uzyskania wiadomości o pierwszym zachorowaniu na odrę w szpitalu prowadzone są czynności epidemiologiczne. Lekarze kwalifikują pracowników do szczepienia, wykonuje się też badania stężenia przeciwciał przeciwko odrze.

Są to jednak akcje o zasięgu lokalnym i mają niewielki wpływ na sytuację epidemiologiczną całej Polski. Ta staje się za to coraz bardziej dramatyczna! W roku 2017 odnotowano 63 zachorowania na odrę, w 2018 - 339. Tylko do połowy lutego br. mamy już 217 zachorowań. Z ostatnią epidemią mieliśmy do czynienia w 1998 roku. Zachorowało wtedy 2255 osób. Jeśli szybko nie przedsięwziemy odpowiednich kroków, historia się powtórzy. Takiej fali zachorowań przetaczającej się przez nasz kraj zaradzić może jedynie zorganizowana, metodycznie przeprowadzona akcja szczepień wszystkich pracowników medycznych, w pierwszej kolejności. I takie głosy już się pojawiają.

– Przepisy obligujące lekarzy do szczepień powinny zostać wprowadzone w trybie przyspieszonym – powiedział Tomasz Augustyniak, pomorski państwowy wojewódzki inspektor sanitarny, w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.
Oficjalny wniosek w tej sprawie trafił już do GIS.
Jak uzasadnia inspektor, obowiązkowymi szczepieniami powinien być objęty cały personel medyczny, ponieważ jest to grupa najbardziej narażona na kontakt z patogenem. Tomasz Augustyniak podaje przykład sprzed kilku dni. Dwoje lekarzy zachorowało odrę po kontakcie z osobami z Ukrainy. Konieczne było przeprowadzenie akcji szczepień w centrum dializ, w którym pracowali, w tym także wśród pacjentów.


Za szczepienia pracowników odpowiadają ich pracodawcy. Wielu z nich na własną rękę stara się zabezpieczyć swoich podwładnych.

Pracodawcy zachowali się fantastycznie, widzimy w tej chwili, że ilość komercyjnie nabywanych szczepionek jest bardzo duża, tzn. kilkadziesiąt tysięcy szczepionek zostało już w tej chwili wykupionych, m. in. przez pracodawców, którzy są rozsądni.

Pamiętajmy jednak o tym, że lekarze, pielęgniarki itp. są pracownikami państwowymi, dlatego to państwo powinno zapewnić im refundowane szczepienia. Nie jest dopuszczalne, aby musieli sami płacić za ochronę, jeśli pracują w tak niebezpiecznych warunkach. Podobnie jak refundacja szczepień dla dzieci zapewniona jest poprzez wprowadzenie powszechnego obowiązku szczepień do lat 19, tak samo refundowane szczepienia pracownicze dla służby zdrowia powinny zostać zagwarantowane poprzez wprowadzenie obowiązku szczepień dla tej grupy zawodowej.

Tak powstał pomysł petycji do Ministra Zdrowia o obowiązkowe „szczepienia ochronne” personelu medycznego przeciw odrze. Tylko społeczny nacisk może uskutecznić rozpowszechnienie profilaktyki. Jak wiemy, rządzący zawiedli nas już w kwestii regulacji przyjmowania imigrantów. Pomóżmy im się zrehabilitować i wprowadzić środki zaradcze "drugiego rzutu". Inaczej będziemy świadkami epidemii, której Polska nie widziała od ponad 20 lat.

Petycja dostępna jest na stronie szczepienie.info.
comments powered by Disqus