Retardotron 3

2018-11-09
Zdaje się, że RETARDOTRON stanie się stałym cyklem komentatorskim. To mi się nazwa udała XD

nawet 2 dawki nie chronią przed zachorowaniem

Czuję się oszukana. Uczono mnie w szkole, że szczepionki wyeliminowały choroby. Wierzyłam, że jestem na nie odporna. Potem dowiedziałam się, że ludzie nadal chorują na gruźlicę, krztusiec, różyczkę, odrę.

Byłam szczepiona zgodnie z kalendarzem, przyjęłam dwie dawki szczepionki przeciw odrze i dopiero dzięki rabanowi podniesionemu przez antyszczepionkowców dotarła do mnie informacja, że szczepionka nie jest w 100% skuteczna. I to nie jest tak, że mam tylko 1% szans na zachorowanie. To jest tak, że mogę być w 1% populacji zaszczepionej dwukrotnie, który jest podatny na chorobę całkowicie. A takich jest całkiem sporo. Poniosłam ryzyko powikłań poszczepiennych, nieświadomie, ale w sumie nie różnię się od mojego nieszczepionego na odrę dziecka. Nie wiadomo czy jesteśmy odporni, nie wiadomo, czy jesteśmy podatni. Zrób badanie na przeciwciała. Oczywiście, ale przecież podobno wysoki poziom przeciwciał niekoniecznie przekłada się na wysoki poziom odporności, więc wynik badania i tak nic mi nie da.

Kiedy zaczynałam czytać o szczepieniach mówiono, że chronią one przed zachorowaniem. Teraz coraz częściej mówi się, że mają chronić nie tyle przed zachorowaniem, co przed powikłaniami. To jak w takim razie spowodowały spadek zachorowań zaraz po wprowadzeniu obowiązku szczepień? Zdecydujcie się na którąś wersję. Niedługo będziecie mówić, że wprawdzie szczepienia przed chorobami nie chronią, ale ogólnie korzystnie wpływają na organizm.

odra w województwie mazowieckim

Muszę coś sprostować. Przy okazji rodziny z Pruszkowa pisałam, że w 2006 roku w mazowieckim były 52 zachorowania na odrę, prawdopodobnie zawleczone z Ukrainy. Przygotowując kolejny post trafiłam jednak na informacje na ten temat.

[...] w 2006 r. odnotowano istotny wzrost zachorowań (rys. 1), który w początkowym okresie wiązano z epidemią na Ukrainie. W kraju tym od drugiej połowy 2005 r. do końca 2006 r. zarejestrowano ponad 30 000 zachorowań wywołanych genotypem D6 wirusa odry. Trzy osoby, które zachorowały na odrę w Polsce, przebywały na terenie Ukrainy w okresie prawdopodobnego narażenia. [...] W początkowej fazie wzrostu zachorowań więcej przypadków zarejestrowano w woj. podkarpackim oraz małopolskim, natomiast najwięcej zachorowań w całym roku wystąpiło w woj. mazowieckim (52 zachorowania, zapadalność 1,01 na 100 000 mieszkańców) oraz wielkopolskim (16 zachorowań, zapadalność 0,47).
[...]
Nieoczekiwany wzrost zachorowań na odrę w 2006 r. z jednej strony stanowi odwrócenie obserwowanej od 2002 r. tendencji zmierzającej do eliminacji rodzimych zachorowań na odrę (utrzymanie zapadalności poniżej 1 zachorowania na milion mieszkańców). Z drugiej jednak strony fakt, że przy zachowaniu swobodnego ruchu ludności pomiędzy Polską i Ukrainą, w bezpośrednim sąsiedztwie terenu epidemicznego na Ukrainie, w Polsce doszło jedynie do ograniczonego wzrostu zachorowań, świadczy dobrze o kontroli odry w Polsce. [...] W wyniku badań genetycznych szczepów odry wyizolowanych w 2006 r. wykryto lokalne genotypy D4 oraz D5 wirusa, niezwiązane z zachorowaniami w innych krajach europejskich. Tak więc badania genetyczne nie potwierdziły związku zachorowań w Polsce z epidemią ukraińską. Należy zwrócić jednak uwagę, że próbki z których izolowano szczepy wirusa pochodziły z jednego ogniska zachorowań na terenie Warszawy.


Wygląda więc na to, że zachorowania w mazowieckim były rodzime. 52 zachorowania. A ile było zachorowań w podkarpackim i małopolskim, które mogły być następstwem epidemii na Ukrainie? Garstka.
Rysunek 1
źródło: biuletyn
Najwięcej zachorowań wystąpiło wśród 25-29-latków, a więc u tych urodzonych w latach 1977-81. Niezależnie od tego czy byli szczepieni, czy nie. Przemyślcie to w kontekście tego postu: ZAPADALNOŚĆ NA ODRĘ W POLSCE A POZIOM WYSZCZEPIENIA POPULACJI.
Rysunek 2
źródło: biuletyn

projekt ustawy o dobrowolności szczepień

Po co właściwie ta cała naukowa debata i eksperci, jeśli projekt nie dotyczy kwestii medycznych, tylko prawnych? Projekt postuluje zniesienie obowiązku szczepień, a nie zniesienie szczepień. Dyskusja na temat samej zasadności szczepień jest więc trochę chybiona.

Nie ma żadnych dowodów naukowych na to, że dobrowolność szczepień wpływa pozytywnie na populację.

Powiedział Łukasz Szumowski, minister zdrowia urodzony w roku 1972 - przed wprowadzeniem obowiązku szczepień przeciw odrze. Czy zaszczepił się DOBROWOLNIE?

Czy Pan Minister jest zatem w posiadaniu dowodów naukowych na to, że obowiązek szczepień wpływa pozytywnie na populację? Czy były gdzieś, kiedyś przeprowadzane badania porównawcze dwóch podobnych populacji, z których jedna miała dobrowolność, druga obowiązek, i ta pierwsza miała się gorzej?

Po tym, jak potraktowano projekt jako nierozerwalną całość, widać wyraźnie, jak rządzący podchodzą do kwestii bezpieczeństwa polskich dzieci. Mogli utrzymać obowiązek, ale pójść na pewne ustępstwa. Zamknęliby wtedy usta STOP NOP. Projekt zawierał przede wszystkim propozycje poprawy systemu monitorowania NOPów. Gdyby wprowadzili chociaż jedną zmianę, pokazaliby, że prowadzą dialog, tymczasem odrzucili wszystko. Nie obchodzą ich nie tylko te dzieci, które już zostały uszkodzone, nie chcą też zapobiegać dalszym uszkodzeniom.

Wystarczyło chociażby uregulować sposób informowania rodziców o powikłaniach. Pamiętam, że dostawałam ulotki, ale po fakcie. To powinno odbywać się przed szczepieniem: przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu, czyż nie? Pan Kuźniar żalił się, że nałożenie na lekarza obowiązku informowania pacjenta, znacznie przedłuży czas przeznaczony na wizytę. Nic podobnego, przecież można cały proces zautomatyzować. Wystarczy raz przygotować odpowiednie informacje, a potem tylko przekazywać je odpowiednio wcześniej np. podczas wizyty szczepiennej na następną wizytę, podczas wizyty pielęgniarki środowiskowej, jeszcze w szpitalu, ewentualnie rozsyłać pocztą albo po prostu dzwonić do rodziców, żeby zgłosili się do przychodni i sobie wzięli. Jest tyle sposobów i żaden nie angażuje lekarza. Brak dobrej woli czy celowe działanie? Wprawdzie projekt przepadł, ale i tak zrobił wiele dobrego. Żeby go odrzucić przy pełnej aprobacie społeczeństwa, musieli aż zorganizować medialną epidemię i przy okazji wielu ludzi zobaczyło na własne oczy, jak manipulują opinią publiczną. Cenzurowanie rodziców pokrzywdzonych dzieci w dłuższej perspektywie i tak nic nie zmieni. Pani Socha powiedziała kiedyś o efekcie kuli śnieżnej - tego nie da się już zatrzymać. Jedyne, co mogą zrobić, to wprowadzić tyranię i przymus bezpośredni. Chyba że zorganizują prawdziwą epidemię, w sumie Bill Gates coś wspominał... Czas jest naszym sprzymierzeńcem, im więcej go upłynie, tym więcej wyjdzie na jaw i więcej ludzi zostanie przekonanych. Niestety tym samym będzie przybywało poszkodowanych dzieci, więc wcale nie możemy siedzieć z założonymi rękami i czekać na naturalny rozwój wypadków.

a bo racja

Zwolennicy aborcji powinni teraz najgłośniej opowiadać się za dobrowolnością. Jak to było? Moje ciało - moja sprawa? To bądźcie konsekwentni i krzyczcie teraz: moje dziecko - moja sprawa. Nagle przestało Wam przeszkadzać, że ktoś obcy mówi Wam, co macie robić? Że ktoś decyduje o Waszym ciele, o ciałach Waszych dzieci?
comments powered by Disqus